Jak uskutecznić nasze postanowienia.

Początek roku to dla wielu z nas ogrom postanowień noworocznych, które niestety często kończą się fiaskiem już po pierwszym tygodniu. Równie często postanowienia nie wykraczają nawet poza etap planowania, bo „zaczynam od 1”, „zaczynam od poniedziałku” i klasyczne „no od jutra już na pewno zacznę”… i tak to jutro nigdy nie następuje. Bywa, że po jakimś czasie przebudzamy się z zimowego snu i wpada nam pomysł formy na lato, ale i to trwa chwilę, a lato i tak przychodzi, niezależnie od tego jaką mamy formę.

 

Z czego to wynika?

 

Po pierwsze, ze zbyt dużej presji, by coś osiągnąć. Po drugie, ze zbyt wielu celów, które chcemy osiągnąć w tym samym czasie. „Bo przecież chcę schudnąć, zacząć zdrowo się odżywiać, zmienić nawyki, więc ostateczny koniec ze śmieciowym jedzeniem, które kocham.. o i ze słodyczami, które kocham jeszcze bardziej... Już nigdy nie tknę tej mojej ulubionej czekolady z orzechami. Koniec z jedzeniem mięsa, bo zwierzęta, a na nowy rok mam przecież misję ratowania Świata. No i forma życia, codziennie trening! Do tego przede wszystkim rozwój zawodowy. Rozwój zawodowy na pierwszym miejscu! I więcej czasu dla siebie… Może zacznę czytać? O! Wszyscy czytają, to ja też będę”. Czy jest to dla Ciebie znajome?

Tyle rzeczy do ogarnięcia, a doba jakby nadal tak samo długa, pracy też jakby wcale nie mniej.

Po tygodniu prób wdrożenia wszystkiego naraz mówimy: basta! Wymiękam!

…i wcale się nie dziwię, że tak właśnie się dzieje.

 

Co zatem zrobić by wytrwać w postanowieniach?

 

Przede wszystkim zastanowić się, na czym tak naprawdę zależy NAM, a nie sugerować się postanowieniami innych. Czuję się źle w swoim ciele? To zadbam o bardziej wartościowe jedzenie i zwiększenie aktywności fizycznej. Czuję, że się nie rozwijam? Więc postaram się znaleźć treści, kursy, które poszerzą moje umiejętności. Czuję się przemęczona nadmiarem pracy? Szukam czasu, w którym odkładam laptopa i robię zupełnie nic, lub wszystko to, co mnie relaksuje, czy sprawia przyjemność, może to być np. nauka nowego języka.

Następnie zaplanować te postanowienia w czasie. Nie chodzi mi tu o rzucenie hasła „zacznę trenować” i koniec, a o to, by rzeczywiście usiąść i zaplanować te treningi, wpisać je w kalendarz, zastanowić się, co te treningi mają zmienić/ w czym pomóc i wygospodarować na nie odpowiednią ilość czasu. Masz problem z jakością treningów? Skorzystaj z pomocy trenera personalnego, wykup kilka lekcji, a w pozostałe dni spróbuj samodzielnie ćwiczyć. Zmiana nawyków żywieniowych też nie powinna się wiązać z radykalnym odcięciem od wszystkiego, co lubimy, na rzecz tego, co zdrowe, bo to najzwyczajniej w świecie się nie uda. Zacznij od stopniowego ograniczenia tych produktów, których Twoim zdaniem jest za dużo, dodaj więcej warzyw do obiadu lub innych posiłków, zjedz jeden owoc dziennie, zacznij zwracać uwagę na ilość wody, którą wypijasz i staraj się, by z każdym tygodniem było tego więcej. Jeśli czujesz, że w tej dziedzinie sam/a sobie nie poradzisz, to chętnie Ci w tym pomogę.

Wszystko, co masz zrobić, rób stopniowo. Jeśli nie masz kondycji, nie narzucaj sobie treningów, po których nie będziesz w stanie chodzić. Treningi mają przede wszystkim dawać Ci satysfakcję, a nie poczucie bycia słabym i bez kondycji. Ograniczenie czy nawet wykluczenie wszystkiego, co lubimy, również źle wpływa na nasze samopoczucie. Nowego języka nie nauczymy się w tydzień, dlatego nie narzucajmy sobie presji, że musimy to zrobić jak najszybciej, a dawkujmy sobie wiedzę stopniowo.

 

Jeśli naprawdę zależy Ci na tych zmianach, to Ci się uda! Wierzę w to!

Czy musisz mieć jakieś postanowienia noworoczne? Nie! Po co zmieniać cokolwiek, jeśli czujesz, że jesteś we właściwym miejscu i czasie. Pamiętaj jednak, że jeśli tkwisz w miejscu, które Cię dołuje, sprawia, że jesteś nieszczęśliwy/a, to czekanie na lepsze jutro niczego nie zmieni, a tylko chęć zmian i postanowienie, by tych zmian dokonać (zgodnie z opisem powyżej ) może poprawić Twoje samopoczucie.

Dziś mamy 4. 01.2022r, a ja piszę do Was o postanowieniach noworocznych. Czy się spóźniłam? Ani trochę, bo nigdy nie ma złego momentu na zmianę, która ma prowadzić do czegoś lepszego.